Rozmowa z Tomaszem Skowronem organizatorem Konkursu Astronomicznego

30 kwietnia, 2026

Rozmowa z Tomaszem Skowronem — organizatorem Konkursu Astronomicznego

Tomasz Skowron — nauczyciel fizyki w XIII LO w Szczecinie. Inicjator i główny organizator zachodniopomorskiego Konkursu Astronomicznego.

Q: Jak to się stało, że zainteresował się pan fizyką i astronomią?

Tomasz Skowron:

Fizyką, astronomią zainteresowałem się jeszcze w technikum za sprawą mojego nauczyciela, który był biegaczem i wkręcił mnie w bieganie. Przy okazji biegania rozmawialiśmy sporo o fizyce.

I tak poszedłem na studia fizyczne, a tam spotkałem panią profesor Ewę Szuszkiewicz, która zajmowała się astrofizyką. Wtedy przez moment jeszcze na uczelni pracował profesor Wolszczan. Tam mieliśmy grupę, która zajmowała się właśnie astrofizyką.

Później trafiłem tutaj, do tej szkoły. Spotkałem na swojej drodze, po jakichś dwóch latach pracy, pana profesora Lecha Mankiewicza z Centrum Fizyki Teoretycznej Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. On pomagał nauczycielom we wdrażaniu edukacji astronomicznej.

Pojawił się projekt europejski, w ramach którego szkoły zostały wyposażone w kamerki do obserwacji astronomicznych. Nie mieliśmy wówczas teleskopu, tylko jakąś małą lunetkę, ale okazało się, że tą kamerką internetową można robić całkiem fajną astronomię — obserwacje Księżyca, Jowisza, księżyców jowiszowych i naszego Księżyca. Na zajęcia przychodziło wielu uczniów i to nie tylko z klas matematyczno–fizycznych.

Braliśmy udział w kampaniach poszukiwania asteroid. W tej chwili mamy na koncie pięć odkryć asteroid.

Nasi uczniowie są zapisani jako odkrywcy w Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Jedną z asteroid mieliśmy możliwość nazwać — planetoida Szczecin krąży teraz w pasie między Marsem a Jowiszem. Druga nazwa jest w trakcie, więc szykujemy się do jej nadania.

Braliśmy udział w kampaniach obserwacji zdalnymi teleskopami. To było fajne, bo nie mieliśmy swoich teleskopów, więc mieliśmy możliwość obserwacji przez internet teleskopami umieszczonymi w Chile, Australii i na Hawajach. Największe, którymi pracowaliśmy, to były dwumetrowe teleskopy. Konsulat Wielkiej Brytanii zafundował nam taką możliwość i przez długie lata tak działaliśmy.

Później okazało się, że jakiś uczeń, odchodzący ze szkoły, zostawił teleskop, następnie szkoła jakiś kupiła i ten proces się trochę rozrastał. W tej chwili już zdalnie nie obserwujemy. Robimy własne obserwacje, ale taki był początek, bardzo mozolny, trudny, ale tak jest chyba ze wszystkim. Dzisiaj to jest już naprawdę duża maszyna, że tak powiem, działająca prężnie.

To są obozy astronomiczne, które co roku organizujemy — co roku na taki obóz jeździ ponad dwadzieścia osób latem, żeby móc się uczyć astronomii.

A pamiętam pierwszy obóz, na który jechaliśmy — jechaliśmy jednym samochodem osobowym, to znaczy oprócz mnie były jeszcze cztery osoby. Teraz obozy astronomiczne to już jest naprawdę coś, co działa systemowo.

Q: To, co Pan teraz opowiedział brzmiało, jakby to się działo na uniwersytecie. Takie osiągnięcia obserwacyjne, współpraca z międzynarodowymi ośrodkami, używanie instrumentów poza granicą. Jak to się przekłada na Pana osobisty rozwój naukowy i zawodowy?

Tomasz Skowron:

No naukowy to oczywiście nie, bo ja nie uprawiam nauki. Nikt tu w szkole nie uprawia nauki, a raczej pomagamy uczniom nawiązać kontakt z placówkami naukowymi, gdzie mogą się realizować.

Mój rozwój zawodowy z kolei na pewno mocno przyspiesza, bo ja sam nic nie zrobię. Uczniowie sami też nic nie zrobią. To zawsze powtarzamy, że to jest zespół.

Ja jestem im potrzebny, oni są potrzebni mnie i razem działamy, wzajemnie sobie pomagamy, bo ich sukces jest moim sukcesem.

Staram się właśnie poprzez takie kontakty, które nawiązały się przez długie lata, kierować tych uczniów w krąg naukowy. Czy to na Uniwersytet Warszawski, do Obserwatorium Astronomicznego — tam jeździmy na zajęcia. Tam jeden z naszych uczniów jeszcze przed rozpoczęciem studiów pojechał na trzytygodniowy staż naukowy. Dzisiaj jest na trzecim roku studiów. Był też w kalifornijskim instytucie na trzymiesięcznym stażu i w tej chwili zastanawia się, czy dalej w Stanach Zjednoczonych kontynuować karierę, czy jeszcze poczekać i dopiero wyjechać.

Kolejna grupa w tej chwili pracuje nad zagadnieniami związanymi z ruchem satelitów na odcinku Ziemia–Księżyc. To trochę jest związane z tym, z czym mamy dziś do czynienia, czyli z lotami na Księżyc. To z kolei współpraca z Centrum Badań Kosmicznych. Tam współpracujemy z panem Tomaszem Barcińskim i grupa uczy się programować. Symulują, co się stanie z satelitą, jeżeli się rozpadnie przez przypadek — jak te części będą się poruszały w polu grawitacyjnym, jak je ściągać i tak dalej.

Więc poprzez kontakty tak naprawdę staramy się nawiązywać współpracę z różnymi placówkami. W samej szkole takiej typowej nauki oczywiście się nie uprawia.

Q: Czy może nam Pan opowiedzieć o konkursie astronomicznym i ogólnopolskiej olimpiadzie? Pańska szkoła i uczniowie osiągają w tym zakresie duże sukcesy, a Pan, jako organizator konkursu, jest chyba jedną z wiodących osób w Szczecinie.

Tomasz Skowron:

Tak, to też była ciężka i mozolna droga. Na początku, kiedy nie ma się sukcesów i nikt wcześniej nie robił tutaj astronomii, trudno powiedzieć uczniom: „Pracujcie ciężko, na pewno będzie super”, bo to jest bardzo ciężka praca. Zawsze po pierwszych sukcesach grupa się rozszerza i wtedy jest łatwiej pracować.

Jeżeli chodzi o konkurs, którego już piętnasta edycja odbywa się w tym roku, to ta myśl dojrzewała przez kilka lat pracy. Chciało się go zorganizować, ale oczywiście wtedy byłem jeszcze mało doświadczonym nauczycielem i nie do końca wiedziałem, jak to zrobić.

Na początku był to konkurs jednoetapowy i dwuetapowy. Teraz doszliśmy właściwie do sytuacji, że wygląda on trochę jak mała olimpiada — są zadania w planetarium, są zadania rachunkowe, teoretyczne. Konkurs jest trzyetapowy, więc przez te piętnaście lat mocno się rozwinął.

Oprócz tego nasi uczniowie biorą udział w Małej Olimpiadzie Astronomicznej, tak zwanej Olimpiadzie Astronomicznej Juniorów.

W komisji olimpiady część stanowią nasi uczniowie i absolwenci — dzisiaj studenci fizyki i astronomii, którzy wcześniej sami przechodzili przez szczebel olimpijski. Teraz oni sami układają pytania, są w komitecie i oceniają prace.

W tym roku odbywa się druga edycja tej olimpiady, w której nasi uczniowie startują również z sukcesami.

Główna olimpiada to oczywiście Olimpiada Astronomiczna. Przez długie lata też trudno było nam się tam przebić — czasem ktoś był w finale, czasem nie. Jednak od pewnego momentu, kiedy sukces odniósł nasz dzisiejszy absolwent, doktorant na uniwersytecie w Tokio, wszystko się zmieniło. W trzeciej klasie gimnazjum został on już finalistą olimpiady licealnej. To był bodziec dla wszystkich.

Po tej edycji, w ramach przypływu pozytywnej energii, napisał nawet książkę–poradnik dla olimpijczyków, zatytułowaną „Vademecum miłośnika astronomii”. Sam wydrukował dwieście egzemplarzy i rozdawał je przyjaciołom. Kilka zostawił mi, żeby przyszłe pokolenia mogły się uczyć.

Od tego momentu grupa bardzo się rozrosła. On sam po kilku latach był już na olimpiadzie międzynarodowej, zdobył tam medal, a później pojawili się kolejni.

W ostatnich latach na finale, wśród dwudziestu finalistów, od trzech do pięciu osób jest z naszej szkoły. W ostatnich czterech latach co najmniej jedna osoba jedzie na olimpiadę międzynarodową.

Mam też przyjemność prowadzenia obozów przygotowawczych, zlecanych przez Komitet Główny, dla olimpijczyków międzynarodowych. Kadra zbiera się w wakacje — w tym roku również jadę do Niepołomic do Obserwatorium Astronomicznego i tam przez tydzień przygotowujemy się do olimpiady międzynarodowej z astronomii i astrofizyki na poziomie licealnym.

Q: Wspomniał Pan, że w konkursie astronomicznym województwa zachodniopomorskiego jego laureaci wspierają Pana w przygotowywaniu pytań oraz w prowadzeniu olimpiady.

Tomasz Skowron:

Tak. W komitecie to trochę wygląda, jakbym był tu sam. Natomiast w komitecie konkursu jest troje naszych absolwentów, którzy dziś są studentami astronomii i astrofizyki i oni pomagają mi układać pytania na konkurs, bo oczywiście takie przedsięwzięcie trzyetapowe to już nie jest praca dla jednej osoby — tak się nie da.

Q: W zeszłym roku mieliśmy przyjemność poznać Pana wychowanków, laureatów ubiegłorocznej Międzynarodowej Olimpiady Astronomicznej, którzy podczas pobytu w Akademii opowiadali, że ich najważniejszą inspiracją był właśnie ich nauczyciel. Przywieźli od nas dla Pana prezent. Cieszymy się, że dziś możemy Pana spotkać i że ten prezent dotarł, a także że może być wyrazem uznania dla Pana pracy w wychowaniu przyszłych, miejmy nadzieję, Koperników.

Tomasz Skowron:

Ja również się bardzo cieszę, dziękuję.

I powiem tylko, że w zeszłym roku była u państwa właśnie Jasmina Nurković, nasza absolwentka, a rok wcześniej był jeszcze jej kolega Michał Jagodziński, który również został medalistą olimpiady międzynarodowej. I on również mnie wspiera w tym konkursie, przyjeżdża na obóz wakacyjny i prowadzi zajęcia dla przyszłych pokoleń.

W tej szkole wydaje się, że największą siłą, oprócz nas — nauczycieli — są uczniowie i absolwenci.

My ich tak wychowujemy, że oni nas wspierają i pomagają prowadzić zajęcia dla młodszych. Ja sam nie byłbym w stanie zrobić tego obozu wakacyjnego — tak się nie da, jeżeli jedzie na niego ponad dwadzieścia osób.

W tej chwili prowadzimy tam zajęcia dla każdej klasy oddzielnie i każdy absolwent przygotowuje zajęcia dla klasy pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej. Ja też prowadzę grupę najmłodszą, wprowadzając ich. A ci starsi, bardziej olimpijsko doświadczeni ode mnie — bo ja w olimpiadzie nigdy w życiu nie startowałem — zajmują się pracą z tymi starszymi uczniami.

Q: Pan swoją drogę do astronomii rozpoczął w sposób multidyscyplinarny — sport odegrał w niej istotną rolę. Wiemy też, że byli laureaci wspierają swoje szkoły i młodszych olimpijczyków, co obserwuje się również w innych ośrodkach, na przykład w Krośnie. To pokazuje otwartość i ciągłość w rozwijaniu pasji oraz wiedzy. Co poradziłby Pan nauczycielom fizyki? Jak szczepić i rozwijać takie ośrodki w Polsce?

Tomasz Skowron:

Temat jest bardzo trudny, bo niestety płace związane z tym zawodem nie są w żaden sposób motywujące dla nauczycieli. To, że u mnie to działa, wynika tylko z tego, że mnie to po prostu bawi. Ktoś kiedyś mnie zaraził i wiele rzeczy robię, nie patrząc na finanse. Ale trudno wymagać od nauczycieli w Polsce, żeby postępowali w ten sam sposób.

Mógłbym powiedzieć, żeby jak najbardziej zarażali swoich uczniów pasją, ale to wiąże się z ogromnym poświęceniem prywatnego czasu i trudno tego od nich wymagać. To jest o tyle skomplikowane, że oczekuje się od nauczycieli dawania z siebie maksimum. Ja to lubię, więc tak po prostu działam, ale takich nauczycieli nie ma wielu i trudno się temu dziwić.

Akademia Kopernikańska:

Kopernik również zajmował się astronomią z pasji i nie liczył poświęconego na nią czasu.

Tomasz Skowron:

Tak.

Akademia Kopernikańska:

Życzymy więc Polsce jak najwięcej takich pasjonatów, którzy nie traktują poświęcania czasu na inspirowanie młodych jako straty, lecz jako coś wartościowego i dającego satysfakcję.

Tomasz Skowron:

Oczywiście popieram to, że warto poświęcać się swojej pasji. Nasi absolwenci, którzy przyjeżdżają na obozy i wspierają mnie w organizacji konkursu, też robią to właśnie z pasji.

Pewnie dlatego, że spotkaliśmy się na swojej drodze. Oni nie dostają za to wynagrodzenia — poświęcają swoje wakacje, czas na przygotowania i prywatny czas. To działa trochę tak, że zostali tym zarażeni. Nikt nie mówił im tutaj o pieniądzach ani o tym, że coś jest nie tak — dla nich to jest naturalne, że trzeba się poświęcić.

Ale zdaję sobie sprawę, że w szerszym kontekście może to być trudne.

Q: Czy mógłby pan opowiedzieć coś więcej o nauczycielce, która dziś została tu nagrodzona.

Tomasz Skowron:

Pani Elżbieta Bartków z Gryfina — znamy się od kilkunastu lat.

To właśnie taka pasjonatka, która nie patrzy na to, ile czasu poświęca ani czy ma zapłacone za prowadzenie kółka. Zawsze ma tłumy uczniów.

Przyjeżdża z nimi tutaj w soboty, w swoim prywatnym czasie. Wiem też, że mają taką tradycję, że po naszych uroczystościach pani Elżbieta zabiera uczniów za własne pieniądze na pizzę i świętują po swojemu. To naprawdę osoba, która zaraża astronomią w Gryfinie.

Mamy też wspólnego wychowanka — doktora Piotra Kołaczka-Szymańskiego, który dziś jest doktorem astrofizyki. Swoją przygodę zaczynał w Gryfinie, kontynuował ją u nas, a teraz sam nas wspiera. Do dziś mamy kontakt — dzwonimy do siebie, spotykamy się.

To jest też bardzo miłe, bo choć uczniowie wyjeżdżają i mogliby o nas zapomnieć, to jednak utrzymujemy relacje. To taka niematerialna zapłata — że w święta dzwonimy do siebie, piszemy, czasem spotykamy się na kawie, kiedy jest to możliwe. To często osoby rozproszone po świecie, więc nie zawsze kontakt jest bezpośredni.

Ja dość często bywam w Warszawie, gdzie jest wielu naszych absolwentów, i wtedy organizujemy takie spotkania ze studentami.

Dziękujemy bardzo Panu Tomaszowi za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów w pracy pedagogicznej.