Udział w konferencji Kosmiting Summit w Andrychowie był dla nas okazją do rozmowy z prof. Łukaszem Wyrzykowskim.
Rozmawialiśmy o tym, że do prowadzenia ciekawych obserwacji astronomicznych niekoniecznie potrzebne są wielkie i skomplikowane rozwiązania. O tym, że świat nauki jest bliżej, niż myślimy, i bardziej dostępny, niż nam się wydaje. Że nauka nie ogranicza, ale wręcz przeciwnie, pozwala realizować różne pasje, a te pasje mogą pomagać w życiu naukowym.
Rozmowa z prof. Wyrzykowskim była też sposobnością spotkania z człowiekiem, który ma szczególną umiejętność, niezwykle cenną w popularyzacji nauki – potrafi w prosty i przystępny sposób mówić o rzeczach skomplikowanych.
Zapraszamy do lektury rozmowy.
prof. Łukasz Wyrzykowski — astronom, profesor nauk fizycznych i pracownik Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się m.in. soczewkowaniem grawitacyjnym, czarnymi dziurami i obserwacją zmiennych obiektów we Wszechświecie. Przez dekadę był związany z Uniwersytetem Cambridge, gdzie uczestniczył m.in. w pracach nad misją kosmiczną Gaia. Jest także popularyzatorem astronomii i inicjatorem projektów wykorzystujących małe teleskopy.
Q: Cofnijmy się do samego początku. Jakie jest Pana najwcześniejsze wspomnienie, które rozbudziło w Panu zainteresowanie astronomią?
prof. dr hab. Łukasz Wyrzykowski
Zaczęło się w szkole średniej. Miałem problemy ze wzrokiem, więc z astronomią raczej nie było mi po drodze, ale trafiłem na zaangażowanych i inspirujących nauczycieli, a później do Funduszu Zdolni i Klubu Almukantarat; instytucji, które już w tamtych czasach promowały astronomię na tym poziomie edukacji. Dlatego mam tak wielką sympatię do wszystkich organizacji, które obecnie zajmują się kształceniem młodzieży:
Q: Podobno astronomia to nie jedyna Pana pasja. To zresztą bardzo 'kopernikańskie’ podejście, dlatego muszę o to zapytać – czym jeszcze się Pan pasjonuje?”
prof. dr hab. Łukasz Wyrzykowski/p>
W odróżnieniu od Mikołaja Kopernika nie zajmuję się ekonomią, natomiast zawsze interesowałem się muzyką. To może nie kojarzy się kopernikańsko, ale w tamtych czasach chyba wszyscy grali na jakimś instrumencie. Z kolei teraz wśród moich znajomych astronomów, i w Polsce, i na całym świecie, prawie każdy miał jakąś styczność z muzyką: albo gra na jakimś instrumencie, albo śpiewa. Dzięki badaniom z zakresu neuronauk coraz lepiej rozumiemy dlaczego mózg potrzebuje kontaktu z muzyką. Na przykład kiedyś w BBC słyszałem, że edukacja muzyczna w młodych latach procentuje na starość innym 'usieciowieniem’ mózgu. W każdym razie, jako uczeń szkoły podstawowej i średniej kształciłem się muzycznie dzięki rodzicom, którzy i mnie, i mojego brata motywowali do rozwoju w tym kierunku. Teraz ja regularnie gram na pianinie oraz staram się przekazywać tę pasję swoim dzieciom, a mój brat jest profesjonalnym muzykiem. Skończył Akademię Muzyczną w Warszawie (obecnie Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina), prowadzi Chór Akademicki im. prof. Jana Szyrockiego ZUT, jeden z najlepszych chórów akademickich w Polsce i pracuje na szczecińskiej Akademii Sztuki. Więc pasje muzyczno-naukowe przeplatają się w naszej rodzinie.
Q: Czy ta wrażliwość musi zakorzeniać się wyłącznie w muzyce klasycznej, czy może nie?
prof. dr hab. Łukasz Wyrzykowski
W przypadku formalnej edukacji muzycznej zazwyczaj zaczyna się od muzyki klasycznej, ale później to różnie ewoluuje. Ja na przykład kształciłem się klasycznie, a potem miałem już tak dość Bacha i Chopina, że poszedłem w jazz. Oczywiście teraz, „na starość”, z przyjemnością do nich wróciłem – ale to już zależy od nastroju.
Q: Kolejne pytanie dotyczy Pana projektu małych teleskopów. Z ciekawością wysłuchaliśmy Pana prezentacji, ale chcielibyśmy dopytać o rzeczy, które tam nie padły. Skąd w ogóle wziął się pomysł na ten projekt i jak widzi Pan jego przyszłość?
prof. dr hab. Łukasz Wyrzykowski
Aktywności wokół małych teleskopów prowadziłem już na uniwersytecie w Cambridge,– pracując dla misji Gaia. Organizowaliśmy wtedy sieć teleskopów reagujących na alerty z Gai. Od tego się zaczęło.
Wyszukiwaliśmy też teleskopy, które stały nieużywane, zakurzone, nie było dla nich większego zastosowania. Od roku 2013 ta sieć rozrosła się do stu pięćdziesięciu teleskopów. W tej chwili w naszej sieci jest ich dużo więcej, zarówno naukowych, jak i amatorskich.
W ostatnich latach nastąpiła rewolucja technologiczna: przejście od smartfonów do smart teleskopów (smart telescopes), Dawna amatorska astronomia polegała de facto na teleskopach, mniejszych lub większych, przez które patrzyło się okiem, ewentualnie aparatem fotograficznym. Można było popatrzeć na planety, na Księżyc i tak dalej, ale był pewien pułap techniczny, którego nie dało się przeskoczyć. W tej chwili teleskopy amatorskie są wyposażone w dobrej jakości kamery; takie, jakich używają profesjonalni astronomowie. I takie smart teleskopy są dla każdego: każdy jest w stanie ich użyć.
Tego typu teleskopy to nie są pojedyncze sztuki – mówimy o dziesiątkach tysięcy w samej Polsce. Na świecie użytkowników smart teleskopów jest setki tysięcy. Najczęściej są to osoby, które chcą po prostu zrobić ładne zdjęcie. Otwierają teleskop, dwa, trzy kliknięcia i w ich własnym ogrodzie robią zdjęcie galaktyki. Godzinna ekspozycja – i jest piękne zdjęcie. Nic tak naprawdę nie trzeba wiedzieć o astronomii, a efekty są. I to jest ten efekt „wow” — po to te produkty w ogóle pojawiły się na rynku.
Jednocześnie taki niski próg wejścia połączony z możliwościami technicznymi teleskopów bardzo rozszerzył dostępność prowadzenia amatorskich obserwacji astronomicznych.
To spotyka się z ogromnym zainteresowaniem, a mi daje ogromną satysfakcję. Na przykład kiedyś przeanalizowałem dane od jednego z amatorów, który robił obserwacje czarnej dziury. Wygenerowałem dla niego wykres pokazujący pomiary astronomiczne, a ten człowiek, gdy go zobaczył, powiedział: „Wow, ja całe życie chciałem zobaczyć moje własne obserwacje czarnej dziury”. To było dla mnie bardzo miłe.
Fundacja umożliwia ludziom pracę nad danymi naukowymi oraz ich generowanie, ale to nie koniec. Profesjonalni astronomowie ogromnie potrzebują danych obserwacyjnych. To, że budujemy coraz większe teleskopy, wcale nie rozwiązuje problemu. Wręcz go pogłębia, bo znajdujemy coraz więcej zjawisk na niebie, które wymagają ciągłego monitorowania. Taki obiekt trzeba obserwować latami, a zwykły teleskop naukowy nie jest w stanie dostarczyć tylu danych. Natomiast kilkaset obserwatoriów amatorskich – jak najbardziej. I my im te dane dostarczamy. To jest sytuacja win-win: każda strona wygrywa. Na tym właśnie polega rola naszej fundacji.
Q: Nasuwa mi się tutaj pytanie – dlaczego właściwie potrzebujemy do tego ludzi? Czy w tym procesie nie sprawdziłaby się lepiej sztuczna inteligencja, czy jednak człowiek pozostaje niezastąpiony?
prof. dr hab. Łukasz Wyrzykowski
Nie da się tego rozdzielić. AI już tam jest, ponieważ teleskopy, o których mówię, wykorzystują sztuczną inteligencję. Właśnie dlatego są tak łatwe w obsłudze.
Z drugiej strony tworzenie oprogramowania jest w tej chwili niesamowicie proste. Osobiście nigdy w życiu nie miałem większej łatwości w programowaniu niż teraz. Zawsze lubiłem programować i to było moje zadanie naukowe, ale nad jednym programem pracowało się tygodniami. Teraz te same rzeczy zajmują mi minuty. Dzięki temu jestem w stanie moje pomysły realizować w bardzo krótkich skalach czasowych i to otwiera ogrom możliwości.
Dzięki rewolucji AI jesteśmy w stanie budować szybko narzędzia, które są nam potrzebne. Na przykład wczoraj z grupą astronomów-obserwatorów prowadziliśmy obserwacje do samego rana na pięknym stadionie w Bolecinie. Zero światła. Warunki były wspaniałe. Dla mnie to było wyjątkowo ciekawe, ponieważ stałem tam ze swoim teleskopem Seestar, a obok stali inni ludzie ze swoimi teleskopami. Dla mnie super doświadczeniem było zobaczyć w akcji aplikację do zbierania i przekazywania danych, którą opracowuję. Na bieżąco widziałem, gdzie są problemy, gdzie pojawiają się wąskie gardła. Mam spisaną długą listę notatek. Wracam do domu, programuję to i dzięki AI od jutra poprawki będą już naniesione. A dzięki temu, że ci ludzie uczestniczą w takich projektach testowych, ja usprawniam te narzędzia i kolejnym osobom będzie łatwiej w ten świat wejść.
Q: Na zakończenie, ostatnie pytanie: wielu naukowcom przekazywanie wiedzy w przystępny sposób nastręcza problemów, wielu tego nie potrafi, skąd u Pana ta swoboda i łatwość przekazu?
prof. dr hab. Łukasz Wyrzykowski
Przede wszystkim, dziękuję za komplement. Muszę przyznać, że nie miałem tak od początku. Prawdę powiedziawszy, zupełnie nie umiałem mówić. Dobrze pamiętam moje pierwsze wystąpienie naukowe, kiedy jako doktorant pojechałem na międzynarodową konferencję. Wtedy mój pomocniczy promotor z Manchesteru powiedział mi: 'Naukowo dobrze powiedziałeś, ale sposób prezentacji był do kitu.’
Od tego czasu zacząłem się zastanawiać nie tylko nad tym, co chcę przekazać, ale też komu i w jaki sposób. Najpierw, przez uczestniczenie w konferencjach i obserwację, zacząłem się uczyć, jak mówić na spotkaniach naukowych: jak o moich własnych badaniach mówić do innych naukowców. To nie jest proste i wiele osób tego nie umie.
Dopiero stosunkowo niedawno odważyłem się zacząć mówić do tak zwanej general public. Oczywiście, im częściej się to robi, tym łatwiej to przychodzi. Często mam przygotowane slajdy i sformułowania. To bardzo ułatwia sprawę i nawet po nieprzespanej obserwacyjnej nocy można dobrze wygłosić wykład. Czyli z jednej strony jest to kwestia nauki, ale jednocześnie widzę, że dla niektórych zdobycie tej umiejętności mimo treningu nie jest łatwe. Może po prostu to nie jest ich flow.
Dlatego ważna jest rola profesjonalnych, kompetentnych popularyzatorów. Oni przetłumaczą na przystępny język wyniki naszych badań i będą z tego żyć – i bardzo dobrze, proszę bardzo! Dzięki temu komunikacja między naukowcami a społeczeństwem jest łatwiejsza.
Z myślą o przyszłych astronomach, a być może również popularyzatorach nauki wprowadziłem elementy tych umiejętności na zajęciach dla naszych studentów w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pracujemy nad tym, jak mówić, ale też nad stroną graficzną prezentacji. W ramach egzaminu studenci muszą wygłosić wykład. Mówią, że to jest dla nich ogromny stres, mimo że to w pewnym sensie symulacja, to potem są mi wdzięczni, bo wcześniej nie mieli możliwości zmierzyć się z taką sytuacją.




